🎁
Tylko teraz! Wpisz w koszyku kod „SUKCES20” i otrzymaj 20% rabatu na całe zamówienie. Promocja obejmuje wszystkie książki, e-booki i audiobooki.
Larry Page - Człowiek Który Uporządkował Internet

Larry Page – Człowiek Który Uporządkował Internet

Największe porażki i niepowodzenia Larrego Page

Historia Larry’ego Page’a jest zwykle przedstawiana przez pryzmat spektakularnego rozwoju Google, jednak jego droga zawiera także liczne błędne decyzje, nietrafione inwestycje i projekty, które nie spełniły oczekiwań. Niepowodzenia te są szczególnie interesujące, ponieważ pokazują ograniczenia nawet najbardziej utalentowanego wizjonera. Ogromny kapitał, dostęp do wybitnych specjalistów i silna marka zwiększają możliwości działania, ale nie gwarantują, że użytkownicy zaakceptują każdy produkt.

Jednym z problemów Page’a była skłonność do zakładania, że technicznie interesujące rozwiązanie samo odnajdzie praktyczne zastosowanie. Inżynier może zachwycić się nowym mechanizmem, ponieważ rozumie jego złożoność i oryginalność. Użytkownik ocenia go jednak według prostszego kryterium: czy pomaga mu zrobić coś, na czym naprawdę mu zależy. Różnica pomiędzy tymi perspektywami doprowadziła Google do realizacji wielu projektów, które działały, lecz nie były ludziom wystarczająco potrzebne.

Przykładem był Google Wave, zaprezentowany jako nowa platforma komunikacji i współpracy. Miał łączyć pocztę elektroniczną, rozmowy, edycję dokumentów oraz wymianę plików w jednym środowisku. Technologia oferowała wiele możliwości, ale sposób korzystania z niej nie był dla większości osób oczywisty.

Wave próbował zmienić kilka utrwalonych zachowań jednocześnie. Użytkownik musiał zrozumieć nowy język pojęć, nauczyć się obsługi rozbudowanego interfejsu i przekonać znajomych lub współpracowników do korzystania z tej samej platformy. Bez odpowiedniej liczby aktywnych osób korzyści pozostawały ograniczone. Projekt nie zdobył oczekiwanej popularności i jego samodzielny rozwój został zakończony.

Niepowodzenie Wave pokazało, że produkt komunikacyjny nie może być oceniany wyłącznie na podstawie funkcji. Jego wartość zależy od ludzi, którzy już się w nim znajdują. Nawet zaawansowane narzędzie przegrywa z prostszym rozwiązaniem, jeżeli wymaga od całej grupy jednoczesnej zmiany przyzwyczajeń.

Podobnym problemem okazał się Google Buzz, usługa społecznościowa zintegrowana z pocztą Gmail. Firma chciała wykorzystać istniejącą bazę użytkowników, aby szybko stworzyć sieć kontaktów i udostępniania treści. Automatyczne połączenie produktu z pocztą wywołało jednak poważne obawy dotyczące prywatności.

Relacje wynikające z wymiany wiadomości nie zawsze są relacjami, które człowiek chce ujawniać publicznie. Kontakt z lekarzem, klientem, dawnym partnerem czy osobą uczestniczącą w poufnej rozmowie nie powinien automatycznie stawać się elementem widocznego profilu społecznościowego. Konstrukcja usługi nie uwzględniła dostatecznie różnicy pomiędzy częstotliwością kontaktu a zgodą na publiczne przedstawienie relacji.

Buzz spotkał się z krytyką, postępowaniami dotyczącymi ochrony prywatności i ostatecznie został zamknięty. Była to ważna porażka wizerunkowa, ponieważ dotyczyła zaufania, a nie jedynie niedopracowanej funkcji. Użytkownicy powierzają platformie część swojego życia. Jeżeli czują, że granice prywatności zostały zmienione bez świadomego wyboru, sama techniczna poprawka może nie wystarczyć do odbudowania poczucia bezpieczeństwa.

Znacznie większe ambicje wiązały się z Google+, które miało stać się odpowiedzią na rosnącą dominację Facebooka. Page obawiał się, że relacje społeczne będą kształtować sposób odkrywania treści, a Google pozostanie bez dostępu do ważnej części cyfrowych zachowań. Po ponownym objęciu kierownictwa uczynił rozwój tej platformy jednym z najważniejszych priorytetów.

Firma posiadała niemal wszystko, co teoretycznie powinno ułatwić sukces: rozpoznawalną markę, ogromne środki, utalentowanych inżynierów i istniejące usługi używane przez miliony osób. Mimo to nie potrafiła stworzyć miejsca, do którego ludzie chcieliby regularnie powracać przede wszystkim dla relacji z innymi.

Google próbowało przyspieszyć wzrost, łącząc nową platformę z pozostałymi produktami. Użytkownicy nie zawsze odbierali to jako dodatkową korzyść. Dla części z nich zakładanie profilu albo korzystanie z funkcji społecznościowych stawało się obowiązkiem potrzebnym do wykonania innej czynności. Liczba utworzonych kont mogła rosnąć, lecz nie oznaczało to równie silnego zaangażowania.

Porażka Google+ pokazała granice wykorzystywania skali istniejącej firmy. Można skierować ludzi do nowej usługi, ale nie można zmusić ich do stworzenia w niej autentycznej społeczności. Relacje nie powstają dzięki samej integracji technicznej. Wymagają poczucia, że przestrzeń posiada własny charakter i daje coś, czego użytkownicy nie otrzymują już w innym miejscu.

Dodatkowym ciosem były ujawnione problemy z ochroną danych części użytkowników Google+. Chociaż skala aktywnego korzystania z platformy była ograniczona, potencjalne ryzyko dotyczące informacji pogłębiło przekonanie, że projekt nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Konsumencka wersja usługi została ostatecznie zamknięta.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych niepowodzeń były Google Glass. Okulary z niewielkim wyświetlaczem miały umożliwiać korzystanie z informacji bez sięgania po telefon. Projekt wyglądał jak zapowiedź przyszłości, w której technologia staje się niemal niewidoczną częścią codziennego doświadczenia.

Pierwsze prezentacje wywołały ogromne zainteresowanie, ale oczekiwania zaczęły wyprzedzać rzeczywiste możliwości urządzenia. Wczesna wersja była droga, posiadała ograniczony czas działania i nie oferowała wystarczająco wielu zastosowań uzasadniających regularne noszenie. Najpoważniejszy problem nie dotyczył jednak parametrów technicznych.

Obecność kamery umieszczonej na twarzy użytkownika wywoływała dyskomfort ludzi znajdujących się w pobliżu. Nie zawsze wiedzieli oni, czy są nagrywani. Urządzenie zaczęło być postrzegane jako zagrożenie dla społecznych granic prywatności. Niektóre lokale i instytucje ograniczały możliwość korzystania z okularów, a ich użytkownicy spotykali się z niechęcią.

Google skoncentrowało się na tym, co osoba nosząca urządzenie będzie mogła zobaczyć i zrobić, ale nie doceniło znaczenia tego, jak będzie ona postrzegana przez otoczenie. Technologia noszona na ciele staje się częścią relacji społecznej. Musi być akceptowalna nie tylko dla właściciela, lecz również dla osób, które mogą znaleźć się w jej zasięgu.

Konsumencka wizja Google Glass nie została zrealizowana zgodnie z oczekiwaniami. Technologia znalazła później bardziej ograniczone zastosowania zawodowe, między innymi w przemyśle, gdzie pracownik potrzebował informacji, zachowując wolne ręce. Projekt nie okazał się całkowicie bezwartościowy, ale jego pierwotna obietnica powszechnej rewolucji nie została spełniona.

Page wspierał także zakup Motorola Mobility za około 12,5 miliarda dolarów. Była to jedna z największych transakcji w historii Google. Przejęcie miało zapewnić między innymi dostęp do rozbudowanego portfela patentów oraz zwiększyć możliwości firmy na rynku urządzeń mobilnych.

Integracja producenta telefonów z przedsiębiorstwem opartym głównie na oprogramowaniu okazała się trudna. Działalność sprzętowa wymagała zarządzania fabrykami, zapasami, łańcuchami dostaw, operatorami telekomunikacyjnymi i krótkim cyklem życia produktów. Był to świat odmienny od skalowania usług cyfrowych.

Posiadanie Motoroli wywoływało również napięcia z innymi producentami korzystającymi z Androida. Mogli oni obawiać się, że Google zacznie uprzywilejowywać własną markę urządzeń. Tymczasem siła Androida wynikała w dużej mierze z szerokiej współpracy z wieloma niezależnymi firmami.

Po niespełna dwóch latach ogłoszono sprzedaż głównej części Motoroli firmie Lenovo za kwotę znacznie niższą od ceny zakupu. Google zachowało znaczną część patentów, dlatego prostego porównania obu wartości nie można traktować jako pełnego obrazu transakcji. Mimo to przejęcie nie doprowadziło do stworzenia trwałego, silnego producenta urządzeń pod kontrolą Google.

Ta decyzja pokazała, że nawet przedsiębiorstwo doskonale radzące sobie w jednej dziedzinie może przecenić możliwość przeniesienia własnych kompetencji do innego rodzaju działalności. Kapitał pozwala kupić firmę, lecz nie zapewnia automatycznego zrozumienia wszystkich mechanizmów jej rynku.

Niepowodzeniem zakończyła się również pierwsza próba stworzenia rozbudowanej usługi Google Health. Platforma miała umożliwiać użytkownikom gromadzenie danych medycznych i zarządzanie nimi w jednym miejscu. Pomysł odpowiadał na rzeczywisty problem rozproszenia dokumentacji, lecz ekosystem ochrony zdrowia okazał się wyjątkowo trudny do połączenia.

Dane medyczne występują w różnych formatach, podlegają restrykcyjnym zasadom i są przechowywane przez instytucje korzystające z niejednolitych systemów. Pacjent może dostrzegać wartość wspólnego profilu, ale nie zawsze chce samodzielnie wprowadzać wszystkie informacje. Bez powszechnej współpracy placówek medycznych usługa wymagała od odbiorcy zbyt dużego wysiłku.

Pierwsza wersja Google Health została zamknięta z powodu niewystarczającego zainteresowania. Projekt ujawnił, że nie każdą dziedzinę można zmienić przez udostępnienie wygodnej platformy internetowej. W ochronie zdrowia technologia musi współdziałać z prawem, procedurami, lekarzami, ubezpieczycielami i istniejącą infrastrukturą. Pominięcie któregokolwiek z tych elementów ogranicza możliwość osiągnięcia skali.

Ambitny program digitalizacji książek również przyniósł Page’owi oraz Google poważne trudności. Celem było zeskanowanie zbiorów wielkich bibliotek i umożliwienie przeszukiwania zawartej w nich wiedzy. Wizja odpowiadała pragnieniu uczynienia informacji łatwiej dostępnej, ale zetknęła się z prawami autorów i wydawców.

Google rozpoczęło skanowanie na wielką skalę, zanim wszystkie spory dotyczące sposobu wykorzystywania chronionych treści zostały rozwiązane. Zwolennicy projektu dostrzegali szansę zachowania i udostępnienia ogromnej części kulturowego dorobku. Krytycy obawiali się, że prywatna firma uzyska nadmierną kontrolę nad cyfrowym dostępem do książek.

Wieloletnie postępowania prawne ograniczyły pierwotne plany. Usługa przetrwała w zmienionej formie, ale nie powstała uniwersalna biblioteka funkcjonująca dokładnie tak, jak wyobrażali ją sobie jej twórcy. Była to lekcja pokazująca, że techniczna możliwość kopiowania i indeksowania wiedzy nie jest równoznaczna z prawem do dowolnego rozporządzania nią.

Do kosztownych niepowodzeń należał projekt Loon. Jego celem było zapewnienie łączności internetowej przy użyciu balonów przemieszczających się w stratosferze. Konstrukcje miały docierać nad obszary pozbawione tradycyjnej infrastruktury i tworzyć sieć przesyłającą sygnał na powierzchnię Ziemi.

Zespół osiągnął znaczące rezultaty techniczne. Balony potrafiły długo utrzymywać się w powietrzu, zmieniać pozycję poprzez wykorzystywanie wiatrów na różnych wysokościach i zapewniać łączność w sytuacjach kryzysowych. Problemem pozostała jednak opłacalność.

Mieszkańcy regionów pozbawionych stabilnego internetu często mają także ograniczoną możliwość płacenia za usługę. Utrzymanie floty urządzeń w stratosferze generowało natomiast znaczne koszty. Im bardziej potrzebny społecznie był projekt, tym trudniej mogło być zbudować dla niego samodzielny model finansowy.

Loon zostało zamknięte, ponieważ nie znaleziono drogi do trwałej rentowności. Przypadek ten pokazał różnicę pomiędzy wykonalnością techniczną a ekonomiczną. Inżynierowie mogą udowodnić, że coś działa, lecz przedsięwzięcie musi jeszcze odpowiadać na pytanie, kto i w jaki sposób będzie finansował jego stałe funkcjonowanie.

Podobny los spotkał Makani, projekt rozwijający latawce energetyczne. Urządzenia miały unosić się w powietrzu i wykorzystywać silniejsze wiatry dostępne na większych wysokościach do produkowania energii. Koncepcja była oryginalna, ale jej bezpieczne i opłacalne wdrożenie okazało się niezwykle wymagające.

Makani zostało ostatecznie zamknięte. Projekt pozostawił wiedzę inżynierską oraz dokumentację udostępnioną innym badaczom, lecz nie stał się nowym filarem energetyki. Pokazał, że elegancka koncepcja może napotkać ogromne trudności podczas przejścia od prototypu do systemu działającego przez lata w zmiennych warunkach.

W grupie eksperymentalnych przedsięwzięć rozwijano również turbiny wiatrowe, robotykę, technologie latające oraz różne sposoby dostarczania usług w trudno dostępnych miejscach. Część projektów została połączona z innymi podmiotami, sprzedana lub zakończona. Page przekonał się, że organizacja posiadająca ogromne zasoby nie może bez końca finansować wszystkich interesujących pomysłów.

Porażką zarządczą było okresowe rozproszenie działalności Google. W firmie powstawało wiele produktów o podobnych funkcjach, a część z nich była zamykana po zdobyciu grupy wiernych użytkowników. Z czasem ludzie zaczęli podchodzić ostrożnie do nowych usług, obawiając się, że również one mogą zostać porzucone.

Zamykanie słabszych projektów jest potrzebne, ponieważ uwalnia zasoby. Problem pojawia się wtedy, gdy odbywa się zbyt często lub w sposób niewystarczająco uwzględniający zależność użytkowników od danego narzędzia. Firma zyskuje elastyczność, ale może tracić zaufanie potrzebne do przyjmowania kolejnych produktów.

Page bywał także krytykowany za styl komunikacji. Jego myślenie było silnie skoncentrowane na technologii, skali i rezultacie. Taka orientacja pomagała w podejmowaniu śmiałych decyzji, lecz mogła utrudniać dostrzeganie emocjonalnego wpływu zmian na pracowników oraz użytkowników.

W początkowym okresie zarządzania zdarzało mu się kwestionować potrzebę istnienia warstwy menedżerów pomiędzy nim a inżynierami. Uważał, że specjaliści techniczni powinni pracować bez zbędnej biurokracji. Próba spłaszczenia struktury ujawniła jednak, że menedżerowie wykonują zadania wykraczające poza przekazywanie poleceń. Pomagają rozwiązywać konflikty, ustalać priorytety, wspierać rozwój ludzi i koordynować zależności.

Organizacja nie staje się sprawniejsza tylko dlatego, że usunie się z niej stanowiska postrzegane jako nietechniczne. Jeżeli potrzebne funkcje nadal istnieją, ktoś musi je wykonywać. Page musiał stopniowo zmienić swoje podejście i zaakceptować rolę profesjonalnego zarządzania w rozwijającym się przedsiębiorstwie.

Nie udało mu się również stworzyć trwałego rozwiązania problemów związanych z koncentracją władzy Google. Firma rosła dzięki jakości produktów, lecz jej dominująca pozycja zaczęła wywoływać konflikty z regulatorami, wydawcami i konkurentami. Pojawiały się zarzuty, że może promować własne usługi, kontrolować dostęp do odbiorców i narzucać warunki mniejszym podmiotom.

Page wierzył, że tworzenie lepszych produktów jest podstawowym uzasadnieniem rozwoju firmy. Sama użyteczność nie odpowiadała jednak na wszystkie pytania dotyczące sprawiedliwej konkurencji. Produkt może być jednocześnie wygodny dla użytkownika i posiadać tak silną pozycję, że ogranicza możliwości innych przedsiębiorstw.

Google mierzyło się również z krytyką dotyczącą gromadzenia informacji o użytkownikach. Im więcej usług oferowała firma, tym pełniejszy obraz aktywności człowieka mogła tworzyć. Dane pomagały dopasowywać reklamy i poprawiać produkty, ale rodziły pytania o zgodę, przejrzystość oraz możliwość kontrolowania własnej cyfrowej historii.

Nie można powiedzieć, że problemy te są osobistą porażką wyłącznie Page’a. Wynikają z działania całego modelu biznesowego oraz rozwoju branży cyfrowej. Jako współzałożyciel i wieloletni lider ponosił jednak część odpowiedzialności za stworzenie systemu, w którym wygoda użytkownika była finansowana poprzez coraz bardziej zaawansowane przetwarzanie danych.

Niepowodzeniem w szerszym sensie była niemożność przewidzenia wszystkich społecznych skutków działania algorytmów. Systemy decydujące o widoczności treści mogą wpływać na opinię publiczną, sukces firm i sposób rozumienia świata. Początkowo ich zadanie wydawało się przede wszystkim techniczne. Z czasem stało się jasne, że każda decyzja dotycząca kolejności informacji może mieć znaczenie społeczne.

Automatyzacja nie usuwa odpowiedzialności. To, że decyzję wykonuje algorytm, nie oznacza, że powstała ona bez ludzkich wartości i założeń. Page oraz kierowane przez niego przedsiębiorstwo musieli mierzyć się z sytuacjami, w których system działał zgodnie z technicznym projektem, lecz przynosił rezultaty budzące sprzeciw.

Część krytyków uważała także, że Page zbyt mocno wierzył w możliwość rozwiązywania społecznych problemów przy użyciu technologii. Takie przekonanie może prowadzić do niedoceniania polityki, kultury, nierówności i ludzkich emocji. Nie każdy konflikt wynika z braku odpowiedniej aplikacji, danych albo wydajnego algorytmu.

Technologia jest niezwykle skuteczna, gdy problem można opisać za pomocą mierzalnych zależności. Znacznie trudniej radzi sobie z wartościami, interesami różnych grup i pytaniami, na które nie istnieje jedna obiektywna odpowiedź. Niepowodzenia niektórych projektów Page’a ujawniły granicę pomiędzy problemem technicznym a problemem wymagającym szerokiego porozumienia społecznego.

Należy również wspomnieć o projektach, które pojawiały się zbyt wcześnie. Niektóre koncepcje mogły być trafne, lecz potrzebne komponenty, zachowania odbiorców albo warunki rynkowe nie były jeszcze wystarczająco dojrzałe. W takiej sytuacji wizjoner może prawidłowo przewidzieć kierunek przyszłości, a mimo to stracić ogromne środki na próbę przyspieszenia zmiany.

Bycie pierwszym nie zawsze stanowi przewagę. Pionier ponosi koszt edukowania rynku, tworzenia infrastruktury i odkrywania problemów, których naśladowcy mogą później uniknąć. Page wielokrotnie akceptował to ryzyko, ale część jego przedsięwzięć stała się kosztowną lekcją wykorzystaną skuteczniej przez innych.

Jego porażki pokazują również, że skala może ukrywać słabość projektu. Niewielka firma szybko traci środki, jeśli produkt nie znajduje odbiorców. Wielka korporacja może przez długi czas utrzymywać niepopularną usługę, finansując ją z dochodów osiąganych gdzie indziej. Opóźnia to moment prawdy i może prowadzić do zwiększania kosztów przedsięwzięcia, które od początku nie posiadało wystarczająco silnych podstaw.

Z drugiej strony Page potrafił zamykać część inicjatyw, zamiast podtrzymywać je wyłącznie ze względu na wcześniejsze inwestycje. Rezygnacja oznaczała przyznanie, że wizja nie doprowadziła do oczekiwanego rezultatu. Było to bolesne, ale rozsądniejsze niż nieustanne wydawanie pieniędzy tylko po to, aby uniknąć uznania straty.

Największą lekcją płynącą z jego niepowodzeń jest rozróżnienie pomiędzy porażką eksperymentu a porażką całego człowieka. Nieudany projekt mówi, że określone założenia, metoda lub moment były niewłaściwe. Nie przesądza, że twórca utracił zdolność dokonywania wartościowych rzeczy.

Page mógł pozwolić sobie na liczne próby dzięki niezwykle dochodowej podstawowej działalności. Nie każdy przedsiębiorca dysponuje podobnym marginesem bezpieczeństwa. Uniwersalna lekcja nie polega więc na bezmyślnym podejmowaniu ogromnego ryzyka. Polega na takim planowaniu eksperymentu, aby potencjalna strata nie niszczyła możliwości wykonania następnej próby.

Ważne jest również szybkie sprawdzanie najtrudniejszego założenia. Jeżeli sukces projektu zależy od zmiany zachowania milionów ludzi, nie wystarczy udowodnić, że technologia działa. Jeżeli przedsięwzięcie ma obsługiwać ubogie regiony świata, trzeba od początku rozumieć źródło jego finansowania. Jeżeli urządzenie rejestruje otoczenie, należy badać reakcję osób, które nigdy nie zdecydowały się go nosić.

Niepowodzenia Larry’ego Page’a nie są drobnym dodatkiem do historii jego osiągnięć. Stanowią ważną część procesu, dzięki któremu nauczył się odróżniać ambitną wizję od nieuzasadnionego optymizmu. Każda strata ujawniała inny rodzaj ograniczenia: technicznego, ekonomicznego, społecznego, prawnego albo organizacyjnego.

Jego przykład obala przekonanie, że człowiek odnoszący ogromny sukces posiada wyjątkową zdolność unikania błędów. Page popełniał je na oczach świata i przy budżetach, które czyniły ich skalę szczególnie widoczną. Różnica polegała na tym, że pojedyncze niepowodzenie nie kończyło jego gotowości do podejmowania kolejnych wyzwań.

Nie oznacza to, że każdą porażkę należy romantyzować. Błędy dotyczące prywatności mogły wpływać na rzeczywistych ludzi. Nietrafione decyzje kosztowały ogromne środki, czas oraz pracę zespołów. Dojrzała refleksja wymaga nie tylko podziwiania odwagi, ale także analizowania konsekwencji i przyjmowania odpowiedzialności.

Prawdziwa wartość niepowodzenia pojawia się dopiero wtedy, gdy zmienia ono następne działanie. Samo przegranie projektu niczego automatycznie nie uczy. Człowiek musi jeszcze odrzucić wygodne usprawiedliwienia, ustalić, które założenie było błędne, i wykorzystać tę wiedzę przy kolejnej decyzji.

Historia Page’a pokazuje, że rozwój nie jest prostą linią prowadzącą od jednego zwycięstwa do następnego. Bardziej przypomina rozległą sieć dróg, z których część kończy się ślepym zaułkiem. Nie da się odkryć właściwego kierunku bez ryzyka wejścia na trasę, która nie prowadzi do celu.

Największą porażką nie byłoby zamknięcie jednej platformy, sprzedaż nietrafionej inwestycji czy rezygnacja z kosztownego eksperymentu. Znacznie poważniejsze byłoby pozwolenie, aby wcześniejszy sukces odebrał zdolność podejmowania nowych prób. Page nie uniknął błędów, lecz nie pozwolił również, aby stały się one granicą jego wyobraźni.

Jego niepowodzenia pozostawiają inspirującą, ale wymagającą lekcję. Warto myśleć odważnie, lecz należy równie odważnie sprawdzać własne przekonania. Trzeba wierzyć w wizję, ale nie wolno ignorować ludzi, prawa, ekonomii i konsekwencji społecznych. Ambicja staje się naprawdę wartościowa dopiero wtedy, gdy towarzyszy jej gotowość przyznania, że rzeczywistość może udzielić innej odpowiedzi, niż oczekiwał twórca.

Firmy, projekty i inwestycje Larrego Page

Firmy, projekty i inwestycje Larrego Page

Firmy, projekty i inwestycje związane z Larrym Page’em ukazują znacznie szerszy zakres zainteresowań niż działalność internetowa. W centrum jego biznesowej historii znajduje się Google, lecz zgromadzony kapitał oraz doświadczenie pozwoliły mu angażować się również w transport, medycynę, sztuczną inteligencję, energetykę i lotnictwo. Nie wszystkie przedsięwzięcia były przez niego osobiście prowadzone. W wielu przypadkach jego rola polegała na zatwierdzeniu kierunku, zapewnieniu finansowania albo stworzeniu organizacyjnych warunków dla pracy niezależnych zespołów.

Najważniejszą firmą w jego dorobku pozostaje Google. Początkowo koncentrowało się na wyszukiwaniu internetowym, ale z czasem przekształciło się w przedsiębiorstwo posiadające rozbudowane środowisko cyfrowych usług. Wokół podstawowego produktu powstawały narzędzia do komunikacji, przechowywania plików, pracy zespołowej, nawigacji, oglądania filmów i korzystania z aplikacji mobilnych.

Page nie chciał, aby firma była zależna od jednego rodzaju działalności. Zdawał sobie sprawę, że nawet wyjątkowo popularna technologia może kiedyś stracić znaczenie. Dlatego część osiąganych zysków przeznaczano na rozwój nowych obszarów. Niektóre wspierały podstawowy model przedsiębiorstwa, inne miały otwierać zupełnie odmienne rynki.

Istotną częścią Google stały się centra danych oraz infrastruktura chmurowa. Firma inwestowała w serwery, sieci światłowodowe, systemy bezpieczeństwa i oprogramowanie pozwalające rozdzielać zadania pomiędzy ogromną liczbę komputerów. Z czasem zasoby rozwijane dla wewnętrznych potrzeb zaczęły być udostępniane innym przedsiębiorstwom jako usługi chmurowe.

Google Cloud pozwala firmom przechowywać dane, uruchamiać aplikacje i korzystać z zaawansowanych narzędzi obliczeniowych bez budowania własnych centrów danych. Dla Page’a oznaczało to rozszerzenie działalności z bezpośredniego obsługiwania konsumentów na dostarczanie technologicznego zaplecza organizacjom. Firma mogła zarabiać nie tylko na reklamie, ale również na infrastrukturze potrzebnej do funkcjonowania cyfrowej gospodarki.

Ważnym obszarem stało się oprogramowanie biurowe działające przez internet. Dokumenty, arkusze, prezentacje i przestrzeń dyskowa zaczęły tworzyć wspólne środowisko pracy. Tradycyjny model polegał na zapisywaniu pliku na jednym komputerze oraz przesyłaniu kolejnych wersji pomiędzy użytkownikami. Usługi internetowe umożliwiły kilku osobom jednoczesną pracę nad tym samym materiałem.

Zmiana ta miała znaczenie biznesowe i kulturowe. Praca przestawała być przywiązana do jednego urządzenia, a plik stawał się wspólną przestrzenią. Page wspierał rozwój świata, w którym oprogramowanie jest nieustannie aktualizowaną usługą, a nie produktem kupowanym raz na wiele lat.

Google inwestowało także w urządzenia. Powstawały telefony Pixel, komputery Chromebook, sprzęt do inteligentnego domu oraz rozwiązania umożliwiające przesyłanie treści na telewizor. Działalność sprzętowa dawała firmie możliwość zaprojektowania całego doświadczenia użytkownika, od fizycznej konstrukcji po system operacyjny i internetową usługę.

Produkcja własnych urządzeń wiązała się jednak z delikatną równowagą. Google jednocześnie współpracowało z firmami wykorzystującymi jego oprogramowanie i konkurowało z nimi poprzez własny sprzęt. Page musiał dbać, aby rozwijanie produktów pod jedną marką nie osłabiło szerszego środowiska partnerów.

Szczególne znaczenie w portfelu firmy uzyskał Nest, producent urządzeń dla inteligentnego domu. Termostaty, kamery, dzwonki i głośniki miały uczynić przestrzeń mieszkalną bardziej połączoną oraz zdolną reagować na potrzeby domowników. Inwestycja wpisywała się w wizję, zgodnie z którą komputery nie będą ograniczone do ekranów, lecz zostaną wbudowane w zwyczajne przedmioty.

Inteligentny dom stanowi trudne środowisko dla firmy technologicznej. Urządzenia powinny działać przez wiele lat, być bezpieczne, łatwe w obsłudze oraz odporne na utratę połączenia. Zbierają także wyjątkowo wrażliwe informacje dotyczące życia mieszkańców. Projektowanie wygody musi więc iść w parze z ochroną prywatności.

Największą zmianę organizacyjną przyniosło powołanie Alphabetu. Holding stał się nadrzędną strukturą obejmującą Google oraz grupę innych przedsiębiorstw. Page chciał dzięki temu uniknąć sytuacji, w której każdy eksperymentalny projekt był traktowany jak dodatek do wyszukiwarki lub reklamy.

Alphabet przypominał portfel odrębnych zakładów dotyczących przyszłości. Poszczególne firmy otrzymywały własnych liderów, zespoły i budżety. Część miała rozwijać się w dojrzałe biznesy, inne pozostawały projektami badawczymi obarczonymi dużym ryzykiem. Google zapewniało środki, natomiast struktura holdingu miała zwiększać dyscyplinę oraz przejrzystość inwestycji.

Ważnym miejscem powstawania nowych przedsięwzięć było laboratorium X, wcześniej znane jako Google X. Jego zadaniem stało się poszukiwanie rozwiązań dla wielkich problemów przy użyciu technologii mogącej przynieść radykalną poprawę. Zespoły miały tworzyć prototypy, szybko odkrywać najpoważniejsze przeszkody i rezygnować z koncepcji, których podstawowych założeń nie dało się potwierdzić.

Page wspierał podejście, w którym najpierw sprawdza się element mogący doprowadzić do upadku całej idei. W zwykłym projekcie ludzie często rozpoczynają od łatwych zadań, ponieważ przynoszą widoczny postęp. W przedsięwzięciu badawczym takie postępowanie może prowadzić do kilku lat pracy nad otoczeniem rozwiązania, którego najważniejsza część nigdy nie będzie działać.

Jednym z najbardziej znanych projektów wywodzących się z X jest Waymo. Jego celem było opracowanie technologii autonomicznej jazdy. Pojazdy wykorzystują kamery, radary, czujniki laserowe, mapy i modele komputerowe, aby rozpoznawać otoczenie oraz przewidywać zachowania innych uczestników ruchu.

Waymo przekształciło się w samodzielną firmę działającą pod kontrolą Alphabetu. Rozwijało usługi przewozowe, prowadziło testy na drogach publicznych i gromadziło doświadczenie potrzebne do poruszania się w skomplikowanym środowisku miejskim. Page traktował autonomiczny transport jako szansę na ograniczenie liczby wypadków, zwiększenie mobilności osób, które nie mogą prowadzić, oraz lepsze wykorzystanie czasu spędzanego w samochodzie.

Drugim przedsięwzięciem wywodzącym się z laboratorium X jest Wing. Firma rozwija dostarczanie niewielkich przesyłek za pomocą autonomicznych dronów. Urządzenia mają przewozić leki, żywność i drobne towary na krótkich dystansach, ograniczając potrzebę używania tradycyjnych pojazdów.

Model dostaw powietrznych musi uwzględniać bezpieczeństwo, hałas, pogodę, przepisy oraz akceptację mieszkańców. Samo skonstruowanie latającego urządzenia nie rozwiązuje problemu. Potrzebny jest system zarządzający flotą, miejscami odbioru i ruchem w przestrzeni powietrznej. Inwestycja pokazuje zainteresowanie Page’a nie pojedynczym dronem, ale całym mechanizmem logistycznym.

Kolejną firmą wywodzącą się z X jest Verily, koncentrująca się na technologiach związanych ze zdrowiem. Jej działalność obejmuje analizę danych medycznych, urządzenia pomiarowe oraz współpracę z instytucjami prowadzącymi badania i opiekę nad pacjentami. Celem jest dokładniejsze obserwowanie stanu zdrowia oraz lepsze wykorzystanie informacji w zapobieganiu chorobom i leczeniu.

Page dostrzegał, że medycyna wytwarza ogromne ilości danych, lecz nie zawsze potrafi sprawnie je łączyć. Wyniki badań, obrazowanie, informacje o stylu życia i reakcje na leczenie mogą tworzyć pełniejszy obraz pacjenta, jeżeli zostaną odpowiednio uporządkowane. Jednocześnie dane zdrowotne wymagają szczególnej ochrony, dlatego tempo działania musi być inne niż przy rozwijaniu zwykłej aplikacji internetowej.

Calico stanowi odrębne przedsięwzięcie poświęcone biologii starzenia się. Firma prowadzi długoterminowe badania nad mechanizmami wpływającymi na długość i jakość życia. Nie obiecuje prostego sposobu na zatrzymanie starości. Próbuje zrozumieć procesy komórkowe oraz przyczyny chorób pojawiających się wraz z wiekiem.

Dla tradycyjnego inwestora taki projekt może być trudny, ponieważ czas pomiędzy rozpoczęciem badań a powstaniem terapii bywa bardzo długi. Page posiadał jednak możliwość finansowania przedsięwzięć, których efekty nie mieszczą się w typowym horyzoncie biznesowym. Calico odzwierciedla jego zainteresowanie problemami o ogromnym znaczeniu, nawet jeśli ich rozwiązania nie można szybko wprowadzić na rynek.

Alphabet rozwijał także Sidewalk Labs, firmę zajmującą się technologiami miejskimi. Jej projekty miały dotyczyć transportu, energetyki, budownictwa i wykorzystania danych w zarządzaniu przestrzenią. Najbardziej ambitna koncepcja przewidywała stworzenie nowoczesnej dzielnicy w Toronto.

Projekt spotkał się z obawami dotyczącymi prywatności, kontroli nad danymi i roli prywatnej korporacji w projektowaniu przestrzeni publicznej. Plan w pierwotnej formie nie został zrealizowany, a Sidewalk Labs zostało później włączone do innych struktur Alphabetu. Przedsięwzięcie pokazało, że miasta nie są produktami technologicznymi, które można przebudować wyłącznie na podstawie efektywności. Są wspólną przestrzenią mieszkańców, władz, firm i organizacji posiadających różne interesy.

W obszarze cyberbezpieczeństwa powstała firma Chronicle. Miała wykorzystywać skalę infrastruktury Google do analizowania ogromnych zbiorów informacji o zagrożeniach. Organizacje mogły dzięki temu szybciej wykrywać nietypowe zachowania i ślady ataku ukryte w danych pochodzących z wielu systemów.

Chronicle zostało później włączone do działalności chmurowej Google. Przypadek ten pokazuje, że usamodzielnienie projektu nie zawsze musi być ostateczne. Jeżeli jego technologia lepiej pasuje do większej usługi, ponowne połączenie może przynieść więcej korzyści niż podtrzymywanie osobnej firmy.

Do grupy Alphabet należała także firma zajmująca się dostępem do internetu światłowodowego. Google Fiber miało zapewniać bardzo szybkie połączenia w wybranych miastach. Projekt wywierał presję na tradycyjnych operatorów, pokazując, że klienci oczekują wyższej przepustowości i prostszych zasad korzystania z usługi.

Rozbudowa fizycznej sieci okazała się jednak kosztowna i powolna. Każde miasto wymagało zezwoleń, prac budowlanych oraz negocjacji dotyczących infrastruktury. Page przekonał się, że model znany z internetu, w którym usługę można udostępnić milionom osób niemal natychmiast, nie działa w ten sam sposób podczas układania przewodów pod ulicami.

Istotną inwestycją Google było przejęcie DeepMind. Firma prowadziła badania nad systemami uczącymi się, które mogą opanowywać złożone zadania na podstawie doświadczenia. Połączenie jej zespołu z zasobami obliczeniowymi Google stworzyło warunki do prowadzenia badań wymagających ogromnej mocy i dużych zbiorów danych.

Sztuczna inteligencja nie była dla Page’a pojedynczą funkcją dodawaną do istniejących usług. Postrzegał ją jako technologię ogólnego zastosowania, która może zmienić wyszukiwanie, tłumaczenie, medycynę, transport i badania naukowe. Inwestycja w DeepMind stanowiła zakład, że zdolność maszyn do uczenia się stanie się jednym z najważniejszych zasobów przyszłej gospodarki.

W ramach grupy rozwijano również zastosowania sztucznej inteligencji w odkrywaniu leków. Isomorphic Labs powstało z myślą o wykorzystywaniu modeli komputerowych do analizowania biologii i poszukiwania nowych substancji leczniczych. Tradycyjne opracowanie leku jest kosztowne, trwa wiele lat i często kończy się niepowodzeniem. Lepsze przewidywanie zachowania cząsteczek może ograniczyć część kosztownych prób.

Projekt ten stanowi przykład przenoszenia kompetencji rozwiniętych w jednej dziedzinie do zupełnie innego środowiska. Algorytm nie zastępuje laboratoriów, badań klinicznych i lekarzy. Może jednak pomóc wybierać najbardziej obiecujące kierunki, zanim rozpocznie się długi proces testowania.

Alphabet rozwinął też firmę Intrinsic, zajmującą się oprogramowaniem dla robotów przemysłowych. Jej celem jest ułatwienie programowania maszyn wykonujących zadania produkcyjne. Roboty są powszechnie wykorzystywane w dużych fabrykach, ale ich konfiguracja pozostaje kosztowna i wymaga specjalistycznych kompetencji.

Jeżeli tworzenie nowych zadań dla robota stanie się prostsze, automatyzacja może być dostępna również dla mniejszych producentów. Inwestycja odpowiada zainteresowaniu Page’a systemami, które zwiększają możliwości człowieka poprzez przejmowanie powtarzalnych lub niebezpiecznych czynności.

Nie wszystkie firmy z otoczenia Alphabetu były budowane z myślą o szybkim wejściu na rynek. Część pełniła funkcję laboratoriów rozwijających technologie, które mogły znaleźć zastosowanie dopiero po wielu latach. Page akceptował możliwość, że niektóre z nich nigdy nie staną się niezależnymi, rentownymi przedsiębiorstwami.

Takie podejście przypomina portfel inwestycyjny o wyjątkowo wysokim ryzyku. Większość eksperymentów może nie przynieść oczekiwanego zwrotu, ale jeden przełom jest w stanie stworzyć zupełnie nową branżę. Warunkiem jest odpowiednie ograniczanie kosztów i regularne sprawdzanie, czy projekt rzeczywiście zbliża się do rozwiązania kluczowego problemu.

Poza formalnymi strukturami Google i Alphabetu Page wykazywał szczególne zainteresowanie osobistym transportem powietrznym. Wspierał Kitty Hawk, firmę pracującą nad lekkimi elektrycznymi maszynami latającymi. Celem było stworzenie pojazdów, które mogłyby w przyszłości uprościć krótkie podróże i zmniejszyć zależność od tradycyjnych dróg.

Kitty Hawk rozwijało kilka odmiennych konstrukcji. Jedne przypominały rekreacyjne pojazdy przeznaczone do lotu nad wodą, inne miały realizować bardziej praktyczne zadania transportowe. Firma prowadziła także współpracę z Boeingiem przy projekcie autonomicznej taksówki powietrznej.

Przedsięwzięcie zostało ostatecznie zamknięte, nie doprowadzając do masowej sprzedaży osobistych maszyn latających. Nie oznaczało to, że cały kierunek został porzucony przez branżę, ale ujawniło ogromną trudność połączenia niewielkiej masy, zasięgu, bezpieczeństwa, akumulatorów i wymogów prawnych.

Page inwestował również w firmę Opener, rozwijającą jednoosobowy elektryczny pojazd pionowego startu i lądowania. Taka maszyna nie potrzebuje tradycyjnego pasa startowego, co teoretycznie zwiększa liczbę miejsc, z których może korzystać. Konstrukcja musi jednak spełniać niezwykle rygorystyczne wymagania, ponieważ nawet niewielka awaria w powietrzu może mieć poważne konsekwencje.

Zainteresowanie tym sektorem pokazuje, że Page traktuje transport lotniczy jako dziedzinę czekającą na zmianę podobną do tej, jaką komputery osobiste przyniosły informatyce. Lotnictwo pozostaje drogie, skomplikowane i silnie regulowane. Jego wizja zakłada, że automatyzacja oraz napęd elektryczny mogą kiedyś uczynić część podróży powietrznych bardziej dostępną.

Był także związany z inwestycjami w odnawialne źródła energii i technologie ograniczające zużycie zasobów. Wynikało to zarówno z zainteresowania ochroną środowiska, jak i z praktycznych potrzeb infrastruktury cyfrowej. Centra danych pobierają ogromne ilości energii, dlatego poprawa ich efektywności oraz pozyskiwanie czystej energii mają bezpośredni wymiar ekonomiczny.

Google zawierało długoterminowe umowy na zakup energii odnawialnej i inwestowało w rozwiązania pozwalające ograniczać ślad środowiskowy swojej działalności. Firma rozwijała także sztuczną inteligencję sterującą systemami chłodzenia centrów danych. Nawet pozornie niewidoczna poprawa temperatury i przepływu powietrza mogła przynosić znaczne oszczędności przy wielkiej skali.

Page interesował się również możliwościami inteligentnych sieci energetycznych. Tradycyjny system opiera się na dużych elektrowniach dostarczających energię w jednym kierunku. Rosnąca liczba paneli słonecznych, magazynów energii i pojazdów elektrycznych wymaga bardziej elastycznego zarządzania produkcją oraz zużyciem.

Inwestycje w energię dobrze pokazują jego przekonanie, że przyszłość technologii nie zależy wyłącznie od szybkości procesorów. Każdy system cyfrowy funkcjonuje w świecie fizycznym, potrzebuje prądu, materiałów i infrastruktury. Rozwiązanie ograniczeń energetycznych może otworzyć możliwości rozwoju wielu innych dziedzin.

Działalność inwestycyjna Page’a obejmowała także wspieranie przedsiębiorców oraz inicjatyw badawczych. Nie budował jednak publicznego wizerunku inwestora regularnie komentującego każdą transakcję. Znaczna część jego prywatnych przedsięwzięć pozostawała mniej widoczna niż projekty rozwijane pod marką Google lub Alphabet.

Taka powściągliwość utrudnia dokładne oddzielenie osobistych decyzji Page’a od inwestycji całej grupy. Nie należy przypisywać mu autorstwa każdego projektu finansowanego przez Alphabet. Ogromna organizacja posiada zarządy, dyrektorów, fundusze inwestycyjne i zespoły dokonujące własnych wyborów. Jego wpływ polegał przede wszystkim na ustanowieniu ogólnej filozofii podejmowania ambitnych zakładów technologicznych.

W ramach otoczenia Google działały również fundusze inwestujące w zewnętrzne przedsiębiorstwa. GV wspierał młode firmy na różnych etapach rozwoju, natomiast CapitalG koncentrował się na dojrzalszych podmiotach posiadających potencjał szybkiego wzrostu. Dzięki temu Alphabet mógł uczestniczyć w innowacjach powstających poza jego własnymi laboratoriami.

Fundusz korporacyjny nie musi przejmować każdej obiecującej firmy. Może posiadać mniejszościowy udział, umożliwiając założycielom zachowanie niezależności. Dla grupy jest to sposób obserwowania nowych rynków i korzystania z ich wzrostu, nawet jeśli określony pomysł nie pasuje bezpośrednio do istniejących produktów.

Page rozumiał, że żadna organizacja nie posiada monopolu na dobre idee. Nawet firma zatrudniająca tysiące wybitnych specjalistów może przeoczyć zmianę rozwijaną przez niewielki zespół poza jej strukturami. Inwestowanie w zewnętrzne podmioty poszerzało zakres możliwości bez konieczności samodzielnego budowania każdego rozwiązania.

Jego projekty można podzielić na dwa ogólne rodzaje. Pierwszy obejmuje przedsięwzięcia wzmacniające cyfrowe środowisko Google: infrastrukturę, urządzenia, systemy operacyjne, sztuczną inteligencję i usługi dla firm. Drugi dotyczy prób przeniesienia technologicznego sposobu myślenia do świata fizycznego: pojazdów, dronów, robotów, biologii i energii.

Pierwsza grupa korzystała z kompetencji, które organizacja rozwijała przez lata. Druga wymagała zrozumienia praw fizyki, regulacji, produkcji i odpowiedzialności za bezpieczeństwo. Właśnie w niej częściej pojawiały się opóźnienia oraz niepowodzenia. Program można poprawić i udostępnić użytkownikom w krótkim czasie, natomiast błędu w pojeździe lub urządzeniu medycznym nie wolno traktować z podobną swobodą.

Portfel przedsięwzięć Page’a pokazuje zarówno siłę, jak i słabość jego podejścia. Siłą jest gotowość finansowania koncepcji zbyt ambitnych dla większości inwestorów. Słabością może być przekonanie, że metody skuteczne w informatyce dadzą się szybko zastosować w każdej dziedzinie. Rzeczywistość biologiczna, miejska i społeczna często opiera się uproszczeniom.

Ważnym kryterium jego inwestycji była możliwość osiągnięcia ogromnego wpływu. Page’a rzadziej interesowały firmy oferujące nieznacznie ulepszoną wersję istniejącego produktu. Poszukiwał rozwiązań, które w przypadku powodzenia mogły zmienić sposób funkcjonowania całego sektora.

Takie podejście oznaczało akceptację dużej liczby strat. Jeżeli inwestor wybiera wyłącznie projekty posiadające niemal pewny zwrot, zwykle otrzymuje przewidywalne rezultaty. Jeżeli szuka przełomów, musi liczyć się z tym, że większość prób nie osiągnie pierwotnego celu. Kluczowe staje się stworzenie portfela, w którym niepowodzenie pojedynczej inwestycji nie zagraża całości.

Page mógł przyjmować podobną strategię dzięki stabilnym przychodom podstawowej działalności i wartości posiadanych udziałów. Jego sytuacja różniła się więc od położenia początkującego przedsiębiorcy inwestującego wszystkie oszczędności w jeden pomysł. Inspirację należy czerpać nie z wysokości podejmowanego ryzyka, ale z umiejętności dopasowywania go do posiadanych zasobów.

Firmy i projekty związane z Larrym Page’em pokazują również, że pieniądze są dla niego narzędziem umożliwiającym kupowanie czasu potrzebnego na eksperyment. W świecie nastawionym na szybki rezultat możliwość prowadzenia badań przez wiele lat stanowi wyjątkową przewagę. Nie gwarantuje odkrycia, lecz zwiększa szansę dotarcia do rozwiązań wymagających cierpliwości.

Jednocześnie długi horyzont nie może usprawiedliwiać braku postępów. Projekt może potrzebować lat, ale powinien regularnie dostarczać dowodów, że usuwa kolejne bariery. Page wspierał kulturę ambitnych eksperymentów, lecz zamykanie części z nich pokazało, że nawet szeroka wizja musi podlegać ocenie.

Najcenniejsza lekcja płynąca z jego działalności inwestycyjnej dotyczy sposobu wybierania problemów. Page szukał obszarów ważnych, rosnących i trudnych, ponieważ właśnie tam udane rozwiązanie tworzy największą wartość. Nie wystarczało mu przewidywanie, który produkt stanie się chwilowo popularny. Interesowały go zmiany mogące wpływać na życie ludzi przez kolejne dziesięciolecia.

Jego podejście przypomina jednak, że sama wielkość problemu nie czyni inwestycji rozsądną. Potrzebna jest jeszcze technologia zdolna przynieść wyraźną poprawę, zespół posiadający odpowiednie kompetencje oraz realna droga do finansowania działalności. Brak jednego z tych elementów może zamienić inspirującą wizję w kosztowny eksperyment bez przyszłości.

Page traktował przedsiębiorstwa jako narzędzia przekształcania idei w trwałe systemy. Projekt może zakończyć się po odejściu kilku osób, natomiast dobrze zbudowana firma potrafi gromadzić kapitał, rozwijać wiedzę i kontynuować pracę przez wiele lat. Dlatego jego ambicją nie było wyłącznie wspieranie ciekawych prototypów, ale tworzenie organizacji zdolnych samodzielnie się rozwijać.

Największe znaczenie portfela Larry’ego Page’a nie polega na tym, że wszystkie przedsięwzięcia odniosły sukces. Wiele z nich zakończono, ograniczono lub przekształcono. Jego działalność pokazuje raczej, jak zgromadzone dzięki jednemu przełomowi zasoby mogą zostać wykorzystane do otwierania kolejnych obszarów poszukiwań.

Nie każda inwestycja zmienia świat, ale każda może sprawdzić określone założenie dotyczące przyszłości. Czy pojazd może poruszać się bez kierowcy? Czy dron może stać się zwyczajnym elementem dostawy? Czy model komputerowy może skrócić poszukiwanie leku? Czy niewielka maszyna elektryczna może uprościć osobisty lot? Page przeznaczał kapitał na to, aby odpowiedzi na podobne pytania nie pozostawały wyłącznie w sferze wyobraźni.

Właśnie ta gotowość do finansowania praktycznego sprawdzania śmiałych koncepcji najlepiej opisuje jego działalność. Larry Page nie inwestował jedynie w firmy. Inwestował w możliwe wersje przyszłości, zachowując świadomość, że tylko niewielka część z nich stanie się rzeczywistością. Jego historia uczy, że odwaga inwestycyjna nie polega na pewności zwycięstwa, lecz na mądrym tworzeniu warunków, w których wartościowy przełom w ogóle może zostać odkryty.

Strona 6 z 23

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarz

Nazwa

Koszyk (0)

Koszyk jest pusty Brak produktów w koszyku.

Główne menu